Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Osiedle Mieszczańskie I Hubska 70/9
#1
Sprawa jest na tyle poważna i uciążliwa, że nie chcę tego już podczepiać pod ogólny post z nocnymi imprezami czy hałasami.

Jak w temaci chodzi o mieszkanie numer 9 w klatce H70. W mieszkaniu tym pomieszkują sobie córki właściciela mieszkania (takie informacje dostałem nieoficjalnie). Niestety mieszkaniem tego nazwać nie mogę. Średnio kilka razy w tygodniu dochodzi do takich hałasów, które uniemożliwiają mi spokojny a przede wszystkim niezakłócony sen. Nie dzieje się to codziennie i występuję z mniejszym lub większym nasileniem. Na przykład w okolicach 1. listopada było normalnie jak w czasie wakacji. W okolicach Świąt Bożego Narodzenia było także spokojnie, ale po Świętach wróciło wszystko znowu do nieakceptowalnego stanu.

Studentki wraz z ich życiowymi towarzyszami bardzo rzadko chodzą spać przed 2:00 w nocy. Co nie wydaje się być problemem. Każdy może przecież spędzać noc na swój sposób. Jedni oglądają telewizję, inni czytają książkę, spędzą czas w internecie, być może przy grze komputerowej, popracują a może się pouczą. Sposobów jest wiele i nikogo nie chcę ograniczać. Jednak nabywanie umiejętności interpersonalnych w godzinach nocnych poprzez imprezowanie, wspólne spędzanie czasu w towarzystwie czy granie w gry zbiorowe (w sumie nie jestem pewien co tam się dzieje) nie jest aktywnością, którą powinny dziewczyny robić w nocy, ponieważ koliduje to z cisza nocną. Jest niemożliwe to, że pare osob spędzających tak aktywnie czas, będąc bardzo zaafektowanym zabawą, będzie zachowywać się na tyle cicho, aby nie zakłócić innym snu.

Dziewczyny obrały jednak drogę hałasu. Prawie codziennie słyszę tupanie i bieganie (czasami w obcasach) w godzinach nocnych. W dzień jest to irytujące, w nocy nie do zniesienia. Korki czasami pomagają - ale nie o to chodzi aby w swoim własnym mieszkaniu ich używać. Wystarczyłoby trochę uwagi, nie są dziećmi, których nie można przykontrolować. Z mojej perspektywy jest to jak stukanie owiniętym w szmatę młotkiem w podłogę. Takie odbieram hałasy, a nie mieszkam bezpośrednio pod nimi.

Kilka razy w tygodniu dochodzi ekscytacja zabawą i dziewczyny krzyczą, piszczą (czasami samce też się udzielają), ktoś potyka się o krzesło, przewraca je, jeden goni drugiego, a na dodatek stół zostaje przesunięty o kilka metrów. Trwa to jak zawsze a czasami dłużej - do 2:00 w nocy.

Co jakiś czas hałas jest tak do niezniesienia, że zatyczki nie pomagają, interweniuje policja. Czasami studenci otworzą drzwi i dostaną mandat. Czasami nie otworzą (czując się złudnie bezkarnie) i sprawa trafia do protokołu policyjnego i dalej na oficjalną scieżkę.

Najgorsze jest to, że owy właściciel mieszkania i rodzic mieszkających tam córek zezwala na takie zachowanie jego potomstwa. Jest często informowany przez Panią Orawczak o problemach i patologii w jego mieszkaniu a w ogóle nie reaguje. Wręcz chwali córki i twierdzi, że "muszą się gdzieś wyszaleć". Właściciel nie chce w ogóle rozmawiać ze sąsiadem. Bezpośrednie rozmowy z mieszkańcami H70/9 są bezskuteczne. Za każdym razem twierdzą, że już koniec i dalej kontynuują patologiczne zachowanie.

Czy mieszkająca normalna para, znajomi czy rodzina 2+1 czy 2+2 byłi by w stanie takie hałasy powodować? Czy raczej spędzaliby ten czas w sposób spokojny, gnerując hałasy wieczorne czy nocne, które są w pełni akceptowane przez sąsiadów? Wiadomo, że ktoś się wieczorem kąpie i nie musi być to ciche. Ktoś ogląda film i następuje głośna akcja. Ruch pilotem i głośność jest doprowadzona do normalnego stanu. Każdy ma trochę empatii.

Jakie Wy sąsiedzi macie doświadczenie z tym mieszkaniem? Czy akceptujecie takie zachowanie? Czy wam to nie przeszkadza? Czy macie jakieś pomysły? Co sądzicie o tym?

PS. Pani Orawczak twierdzi, że z jej perspektywy, jest to najbardziej problemowe mieszkanie na Osiedlu.
Odpowiedz
#2
W zupełności się z Tobą zgadzam. Mieszkam nad nimi i słychać ich tak bardzo jakby byli w moim mieszkaniu. A wiadomo ze głos niesie do góry. Po wczorajszej i nie tylko nie przespanej nocy mam ich dosyć,a należę do osób bardzo cierpliwych. Pisałam do Pani Orawczak,bez odpowiedzi.Chodziłam kilkakrotnie do nich i zwracałam im uwagę ale oni robią swoje. To jest już poważny problem a nie tylko brak dobrego wychowania. Również czekam na propozycję rozwiązania tej sytuacji.
Odpowiedz
#3
Ja też w ich sprawie piszę do p. Orawczak, nie wolno się zniechęcać ona naprawdę reaguje ale przez podejście zadowolonego tatusia studentek tego niestety tak nie widać
Odpowiedz
#4
Nie mieszkam blisko nich, słyszę tylko hałasy jak mają otwarte okna. Trzymam za Was kciuki, tym bardziej, że początkowo zakładałam kupno mieszkania w tej klatce. Ważne, że jesteście już trzy, w grupie zawsze raźniej. Jeśli mogę coś doradzić to skorzystanie z pomocy prawnika, byście były pewne jakie prawa Wam przysługują i jakie sposoby interwencji są możliwe na danym etapie rozwoju sytuacji. W razie złożenia pozwu zbiorowego do Sądu Grodzkiego musicie być pewne, że wszystko jest logiczne i zgodne z prawem. Wiem, że jako materiał dowodowy może być w takiej sytuacji dopuszczone także nagranie poziomu hałasu (nie wiem tylko czy chodzi o nagranie z wykorzystaniem urządzenia do pomiaru decybeli czy zwykłe nagranie z urządzenia rejestrującego dźwięk?).
Odpowiedz
#5
Proponuje jeszcze wybrać się do dzielnicowego i zapytać co da się zrobić. A tak czy inaczej na pewno warto go w to zaangażować w przypadku, gdyby doszło do oddania sprawy do sądu czy coś takiego.
Odpowiedz
#6
Współczuję. Trudno źle czuć się we własnym mieszkaniu tylko dlatego, że jakieś panienki zza ściany postanowiły się świetnie bawić czyimś kosztem.

Prawnie jest to ciężka sprawa. Najlepszym rozwiązaniem jest każdorazowe, konsekwentne wzywanie policji z żądaniem ukarania sprawców naruszania ciszy nocnej mandatem. Może w końcu zastanowią się, czy stać ich na kolejny mandat.
Administrator nic nie może zrobić, więc lepiej skupić się na powiadamianiu policji.
Jest także trochę możliwości na gruncie prawa cywilnego, ale takie przedsięwzięcie jest dużo trudniejsze i wymaga pomocy prawnika.
Odpowiedz
#7
No tak sprawa nie jest niestety łatwa. Maile i rozmowy z Panią Orawczak nie pomagają, mimo że po każdym takim mailu dzwoni do właściciela. Kiedyś poprosiłem ją także o kontakt do właściciela. Z drugiego telefonu zadzwoniła i spytała się czy może przekazać mi numer. Niestety właściciel od razu wyraził sprzeciw i nie chciał, żadnego kontaktu ze mną.

Co do dzielnicowego, to już także próbowałem. Byłem na komisaracie osobiście u Pani Pauliny (nasza dzielnicowa), która obiecała się tym zająć. Jednak jak widać - bez oczekiwanych efektów. Będę chyba zmuszony dalej ją ponękać.

A jezeli chodzi o policję. Dzwonię, kiedy hałasy przekroczą pewien poziom. Nie jest to zbyt przyjemne rozwiązanie, policja nie zawsze przyjedzie za 15 minut, czasami trwa to do dwóch godzin. Studenci i tak już drzwi nie otworzą, policja mnie spisze, zrobi notatkę i kieruje wniosek do sądu grodzkiego. Ostatni wniosek, jak się okazuje, idzie bardzo wolno.

Dzisiaj poprosiłem Panią Orawczak o zorganizowanie specjalnego zebrania osób poszkodowanych, właściciela (nie studentów), reprezentanta Rady Mieszkańców oraz jej samej. Jeżeli właściciel wyrazi zgodę to dojdzie przynajmniej do realnych rozmów i możliwości przedstawienia w jakiej sytuacji się znajdujemy.

Jeżeli to nie pomoże, to będzie trzeba, tak jak radzicie, uderzyć do prawnika, który to wskaże najlepsze środki prawne, aby zarówno ukarać jak i pozbyć się problemu.
Odpowiedz
#8
Przykre ale niestety dzisiejsi studenci to w dużej części zwierzęta z trochę bardziej rozwiniętym odruchem Pawłowa, dzięki czemu są jeszcze w stanie się sami podetrzeć.
Odpowiedz
#9
(2013-01-14, 19:59)Chilon napisał(a): Przykre ale niestety dzisiejsi studenci to w dużej części zwierzęta z trochę bardziej rozwiniętym odruchem Pawłowa, dzięki czemu są jeszcze w stanie się sami podetrzeć.
Przykre, że osoba dorosła wypowiada takie słowa opierając się na próbie 4 osób, co do których nawet nie ma pewności, że studiują...
Odpowiedz
#10
Student studentowi nierówny. Sama jestem studentką, ale i sama chętnie zawiązałabym jakąś akcję przeciwko moim studenckim sąsiadom z góry.. Co zrobić, te kilka dni w skali miesiąca da się jeszcze jakoś wytrzymać. Ale miarka z czasem może się przebrać.
Nic nie poradzimy na to, że nasze osiedle jest dla braci studenckiej dogodnym miejscem na wynajmowanie mieszkań, właściciele czerpią z tego korzyści finansowe, a że zazwyczaj tu nie mieszkają to dla nich nie jest problemem to, że owi studenci afiszują nazbyt swoją obecność na osiedlu. Nikt nikomu nie narzuci, kto może zostać najemcą mieszkania.
A brak szacunku do sąsiadów to już tylko i wyłącznie kwestia mentalności żaków. Są tacy, którzy po pierwszym upomnieniu spasują, ale są też tacy, którzy tym bardziej będą zwracać na siebie uwagę, a na takich to już jedynie prawne konsekwencje mogą zadziałać.
Odpowiedz
#11
(2013-01-14, 20:54)alealk napisał(a): Przykre, że osoba dorosła wypowiada takie słowa opierając się na próbie 4 osób, co do których nawet nie ma pewności, że studiują...

Wypowiadam te słowa na podstawie własnych doświadczeń i opinii znajomego, który od kilku lat pracuje ze studentami regularnie.
Poza tym nigdzie nie odniosłem się jednoznacznie akurat odnośnie tych czterech osób. Tak jak @Glueckspilz napisała "student studentowi nierówny".
Użyłem sformułowania "student" ponieważ właśnie takie określenie tutaj padło i właśnie dlatego chciałem zaznaczyć, że poziom intelektualny niektórych osób przyjmowanych na studia jest wręcz żenujący. EOT.
Odpowiedz
#12
Dzisiaj rozmawiałem z Panią Orawczak, która próbowała zorganizować spotkanie. Właściciel stanowczo odmówi i nie chce się z nikim spotykać. Wydaje się, że będę musiał sięgnąć po kolejne środki z listy.

(2013-01-15, 00:00)Glueckspilz napisał(a): Co zrobić, te kilka dni w skali miesiąca da się jeszcze jakoś wytrzymać.

Gdyby to dotyczyło wyłącznie dni, to ten raz na jakiś rzadki czas łupania, stukania i innych imprezowych hałasów byłoby do zniesienia. Zakładam, że wszyscy sąsiedzi-niestudenci pracują. Ja na przykład wstaję regularnie o 6:00 więc około 22:00 próbuję już się wyciszyć i usnąć. Zapewne ktoś pracuje w weekendy a niektórzy mają dzieci. Czisza nocna została wymyślona po to, aby był ten jeden określony czas kiedy można bezwarunkowo odpocząć. U nas na osiedlu nawet została wydłużona do 7:00 rano.
Odpowiedz
#13
Cytat:Co ciekawe jeśli mamy problemy z sąsiadem, który jest za głośny wciągu dnia to nie powinniśmy wzywać policji, ale... Inspekcję Ochrony Środowiska. Od października 2012 zostały też zmienione dopuszczalne normy hałasu. Zamiast 45-55 decybeli w nocy i 50-65 decybeli w dzień, teraz można hałasować do 68 dB w dzień i 60 dB w nocy.

http://finanse.wp.pl/kat,104132,title,Gl...caid=1fec1
Zarząd nic nie robi tylko przeszkadza!11jeden
Odpowiedz
#14
takich decybeli pewnie w swoim mieszkaniu nie osiągniemy, więc nic to nie da, gorzej że jednostajne umpa umpa, czy chwilowe pokrzykiwania, tupania (nade mną mieszkają słonie a nie wiedziałam o tym wcześniej Smile ) też "cykliczne" mogą nam się dać nieźle we znaki....
Odpowiedz
#15
60dB jest jak najbardziej osiągalne - to taki biurowy szum, którego w zasadzie hałasem nazwać nie można.
Odpowiedz
#16
Do hałasów regularnych idzie się przyzwyczaić. Mózg potrafi zacząć je ignorować. Więc przejeżdzający pociąg w okolicy czy tramwaj przestają przeszkadzać po pewnym okresie, nawet jak się śpi przy otwartym oknie. Z tego co spostrzegłem, to najgorzej jest z rozmowami, muzyką/telewizją grającą nie w pokoju, w którym się przebywa, pisaniem na klawiaturze i ze śmieciarką. Tych hałasów mój organizm nie jest w stanie ignorować.

http://www.eioba.pl/a/32x7/halas-ciekawe...rzez-madre

A oto link do fragmentów nagrań, które ostatnio zrobiłem w nocy okolo 02:00 nad ranem: http://amacal.pl/hubska/
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości